Polski parlament po raz kolejny obronił Kościół. Całe szczęście, w przeciwnym wypadku państwo polskie dałoby do zrozumienia, że nie ma żadnej świętości, a tego oczywiście należy w tych trudnych czasach za wszelką cenę unikać. Kościół katolicki prowadzi wszak dzieło zbawienia, a że wszyscy chcemy być zbawieni, to nieważne czy jesteś katolikiem, zielonoświątkowcem, buddystą czy ateistą - płacisz i ciesz się, że płacisz, bo to w Twoim interesie.
Sejm zrobił rzecz sprytną. Po kilkunastu latach łupieżczej działalności Komisji Majątkowej, organu, od którego decyzji nie było odwołania; który działał niejawnie; który wielokrotnie przekraczał upoważnienia ustawowe; który odbierał nieruchomości całkowicie arbitralnie (głównie samorządom) bez konsultacji z dotychczasowymi właścicielami i przy znacznie zaniżanej wartości nieruchomości, która to wartość wynikała z operatów sporządzanych przez sam Kościół (a więc zainteresowanego wynikiem postępowania) - kiedy do rozpoznania zostały już tylko ostatnie sprawy, komisję zlikwidowano.
Wydawałoby się, że to dla Kościoła zła rzecz, prawda? A figa. Z takimi tradycjami skutecznego lobbingu okupantowi włos z głowy spaść nie może. Zlikwidowanie Komisji Majątkowej powoduje, że Trybunał Konstytucyjny nie rozpozna skargi konstytucyjnej. Skarga zostanie po prostu odrzucona jako bezprzedmiotowa, i już. Z tego względu nigdy nie dojdzie do wzruszenia zapadłych już decyzji. Gdyby sposób działania Komisji został uznany za sprzeczny z Konstytucją (a Trybunał rozpoznając taką skargę musiałby się nieźle natrudzić, żeby uzasadnić tezę odwrotną), możnaby na tej podstawie próbować doprowadzić do wzruszenia decyzji zapadłych przez te kilkanaście lat - jeśli nie wszystkich, to przynajmniej znacznej części. Trybunał jednak w tej sprawie w ogóle się nie wypowie, bo nie będzie miał okazji. Zresztą, nie sądzę, żeby chciał się na ten temat wypowiadać; nieprzypadkowo wniosek leży sobie w kancelarii TK od dwóch lat i czeka na lepsze czasy. Tak znacznie wygodniej.
Zresztą, to też przepiękna sprawa, sędzią sprawozdawcą w tej sprawie jest prof. Mirosław Granat, kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego - a kto jest wielkim kanclerzem tej uczelni? Oczywiście, że metropolita warszawski!
Skargę do TK złożyła grupa posłów lewicy. Chwała im za to. Warto tylko może przypomnieć, że wątpliwości dotyczące Komisji pojawiały się właściwie od samego początku jej funkcjonowania i przez lata donosiły też o nich media (przede wszystkim "NIE", ale kto by ufał Urbanowi?). Tymczasem ci sami posłowie lewicy nie zrobili w tej sprawie nic, także wtedy gdy prezydentem był Kwaśniewski, a premierem Miller i później Belka. Przypomnieli sobie o tym dopiero wtedy, kiedy po latach odnaleźli swój program, a Napieralskiego połechtały porównania z Zapatero.
Ostatnio zdecydowała się zareagować także nowa RPO Teresa Lipowicz, co akurat mnie pozytywnie zdziwiło. Media doniosły, że dwa dni temu złożyła własną skargę na przepisy powołujące Komisję Majątkową.
Tyle że Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia - Trybunał i tak skargę jeszcze trochę przetrzyma, a potem odrzuci jako bezprzedmiotową (choć wcale nie jest do tego obowiązany). Ktoś się chce założyć?
Nie ma tego złego, co by nam na sucho nie uszło.
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Jeśli Pan/Pani wyraża chęć dokonania komentarza: